Śmierć statystyczna

Patologie Wiek dwudziesty wniósł do motywów literackich nową jakość śmierci, masową zagładę. Śmierć człowieka zostaje pozbawiona swego indywidualnego wymiaru, staje się wartością statystyczną, wyrażoną w liczbach z wieloma zerami. W "Opowiadaniach" Borowskiego, został ukazany Oświęcim, dwudziestowieczna fabryka śmierci. Ludzie upodleni głodem, morderczą pracą, strachem przed wysłaniem do gazu, wyzbywają się wszystkich uczuć, nawet do najbliższych. Śmierć w Oświęcimiu jest tym straszniejsza, że można zostać uznanym za martwego za życia. Bogiem oddzielającym żywych od umarłych jest esesman, wskazujący w czasie selekcji tych, którzy mają szansę pożyć jeszcze kilka dni, oraz tych, którzy muszą przejść przez komin. Śmierć jest też codziennością w sowieckich łagrach, gdzie zabijano pracą, wyniszczającą i w zabójczych warunkach. Stalin był znacznie bardziej praktyczny od Hitlera. Zamknięty w łagrze człowiek, nim pozwolono mu umrzeć, musiał resztkę sił poświęcić na budowę komunizmu. Rolę komory gazowej pełnił tu barak zwany "trupiarnią", tam osadzano więźniów, którzy nie mieli sił pracować, by czekali na śmierć.

W epoce modernizmu śmierć stała się główną domeną dekadentów. Pragnęli oni uciec w niebyt od świata przynoszącego tylko cierpienie, rozpacz, ból, smutek i zwątpienie. Pragnęli oddalić się od świata pozbawionego nadziei na lepsze jutro. Takim dekadentem jest inżynier Korzecki, jedna z postaci utworu o tytule "Ludzie bezdomni", Stefana Żeromskiego. Jest to człowiek nadwrażliwy, o starganych nerwach, niemogący już znieść koszmaru codziennej egzystencji. Wzorem romantycznych samobójców sięga po broń, gdyż uważa, że tylko śmierć może go uwolnić od męki bezsensownego trwania. Podobnie postępuje Zenon Ziembiewicz bohater "Granicy" Zofii Nałkowskiej. Choć trudno nazwać go prawdziwym dekadentem, jego samobójcza śmierć była wynikiem przegranego życia, przekroczenia barier, których nigdy nie powinien był przekraczać. Uświadomił sobie, że po odrzuceniu młodzieńczych ideałów i zasad nie zostało mu właściwie nic wartościowego, jedynie rewolwer.

Niewiele romantyczności można znaleźć w twórczości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, pierwszego wśród pokolenia Kolumbów poety. Dla niego i jego rówieśników, młodych ludzi, którym historia przerwała dzieciństwo i kazała wziąć broń, umieranie nie jest rozkoszą i słodyczą. To ponury, tragiczny obowiązek, którego trzeba dopełnić, choć wcale się tego nie chce.