Oznacza to, że noworodek, przychodząc na świat, ma twarz zwróconą w tym samym kierunku co matka. Na podstawie obserwacji porodów małp zwierzoksztaltnych uznano, że narodziny twarzą do przodu mają wiele zalet. Samice rodzą w pozycji kucznej lub na czworakach. Kiedy potomek przychodzi na świat, matka chwyta go i pomaga mu wydostać się z kanału rodnego, kierując go ku sutkom. Często wyciera także śluz z nosa i ust dziecka, by ułatwić mu oddychanie. Noworodki są wystarczająco silne, aby czynnie uczestniczyć w porodzie. Kiedy już uwolnią ręce, pomagają sobie nimi w wydostaniu się z ciała matki. Gdyby ludzkie dzieci także rodziły się twarzą ku przodowi, kobietom byłoby znacznie łatwiej wydawać je na świat. Tymczasem ewolucyjne przekształcenia miednicy, które umożliwiają hominidom poruszanie się na dwóch nogach, sprawiły że większość niemowląt opuszcza kanał rodny z buzią zwróconą w przeciwną stronę niż twarz matki.
Dlatego matce obojętnie czy kuca, siedzi czy leży na wznak niełatwo jest uchwycić dziecko. Takie ułożenie utrudnia jej także oczyszczenie dróg oddechowych noworodka, odplątanie pępowiny owiniętej wokół szyi czy nawet uniesienie go ku piersi. A gdyby chciała przyśpieszyć poród przez wyciągnięcie dziecka z kanału rodnego, narażałaby je na wygięcie pleców w przeciwną stronę niż naturalna krzywizna kręgosłupa, co groziłoby urazami rdzenia kręgowego, nerwów i mięśni. Ludzie współcześni korzystają więc podczas porodu i w połogu z pomocy. Niezależnie czy będzie ją niósł lekarz wyposażony w najnowsze zdobycze techniki, położna lub członek rodziny, będzie ona polegała na ułatwieniu rodzącej tego, z czym małpia samica radzi sobie sama. Od niepamiętnych czasów najprostsze nawet formy pomocy okołoporodowej pozwalały znacznie ograniczyć śmiertelność matek i noworodków.
OCZYWIŚCIE, WIELOKROTNIE zdarzało się, że nasze protoplastki rodziły potomstwo samodzielnie, podobnie jak niekiedy dzisiejsze kobiety. W literaturze nieraz przedstawiano krzepkie wieśniaczki rodzące samotnie gdzieś w polu, jak choćby w powieści Ziemia błogosławiona noblistki Pearl S. Buck. Takie opisy dają złudzenie, jakoby wydawanie dzieci na świat było łatwe. Ale antropolodzy badający poród w kulturach na całym świecie twierdzą, że takie przekonanie jest fałszywe. W rzeczywistości rodzenie dzieci jest trudne i przyszła matka rzadko może się obyć bez pomocy. Dziś kobiety praktycznie we wszystkich społecznościach potrzebują asysty przy porodzie. Nawet wśród Buszmenów !Kung z pustyni Kalahari na południu Afryki którzy uważają samotny poród za kulturowy wzorzec kobiety zwykle nie rodzą samodzielnie, zanim kilkakrotnie nie powiją dzieci w obecności matek, sióstr lub innych doświadczonych kobiet. Choć zdarzają się wyjątki, wspomagany poród jest zjawiskiem powszechnym.
Po przeanalizowaniu procesu porodu w dziejach człowieka doszłyśmy do wniosku, że położnictwo mogło pojawić się już 5 min lat temu. Oczywiście, po takich praktykach, jak pomoc przy porodzie, nie zostają ślady kopalne, ale dysponujemy skamieniałymi kośćmi miednicy. Na podstawie wymiarów główki dziecka i przekroju kanału rodnego matki można odtworzyć mechanizm porodu. Z zapisu kopalnego poznano już dość dobrze budowę miednicy człowieka z większości okresów w jego dziejach, natomiast wielkość głów noworodków można oszacować na podstawie znajomości czaszek osobników dorosłych (delikatne czaszki osesków nie miały szans się zachować, dopóki nie pojawił się zwyczaj rytualnego grzebania zmarłych około 100 tys. lat temu)1. Znajomość kształtu oraz wielkości czaszek i miednic pomogła nam i innym badaczom ustalić, czy noworodki przychodziły na świat zwrócone twarzą w tę samą stronę co matka czy w przeciwną, co jest miernikiem trudności porodu.