Problemem, który prowadzi do analfabetyzmu jest także brak rozmów. Układania zdań w wypowiedź nie można się nauczyć w szkole. Pojedyncze słowa nie mają takiej siły jak całe zdanie. Żeby dobrze pisać, trzeba najpierw nauczyć się mówić. Dzięki mówieniu układamy w głowie wydarzenia, które miały miejsce w książce, którą przeczytaliśmy, interpretujemy ją, opisujemy bohaterów i wygłaszamy swoje opinie. Dlatego, jeśli chcemy dziecku pomóc, to powinniśmy z nim dużo rozmawiać. Jeśli ma jakieś ulubione gry komputerowe, to niech nam o nich opowie. Zadawajmy pytania dodatkowe i bądźmy bardzo uważnymi słuchaczami, dzięki temu bardzo dziecku pomożemy. Jeśli oglądamy z nim bajkę albo film, postarajmy się go potem zinterpretować, żeby pokazać dziecku, które postępki zasługują na pochwałę, a które trzeba skrytykować. Postarajmy się scharakteryzować głównego bohatera, może wymyślimy dalszy ciąg opowieści. Tego typu rozmowy są naprawdę bardzo pomocne
Gdy pojawiają się problemy, które ocierają się o analfabetyzm, rodzice często załamują ręce, narzekają na dziecko i właściwie nic nie robią. Najłatwiej wysłać syna czy córkę na korepetycje, ale nie jest to dobre rozwiązanie, zwłaszcza, gdy nie znamy problemu. Nie ma dzieci głupich, są tylko takie, które nie chcą się uczyć, albo po prostu muszą uczyć się nieco dłużej. Jeśli nasze dziecko ma problem z czytaniem, to postarajmy się mu pomóc. Pokażmy, że my też czytamy książki i nas to interesuje. Możemy je zabrać do biblioteki, żeby założyło swoją własną kartę czytelnika i mogło wypożyczać jakieś książki, które samo sobie wybierze. Raz w miesiącu możemy wspólnie organizować sobie wyprawę do księgarni, gdzie dziecko kupi sobie jakąś fajną książkę. Dzięki temu pokażemy, że naprawdę nam zależy na tym, by dziecko nie stało się analfabetą. Niestety droga do analfabetyzmu jest bardzo krótka i nie wiadomo gdzie właściwie znajduje się ta granica. Dlatego lepiej nie ryzykować i nie skazywać swojego dziecka.
Sportowcy należą do grupy ludzi, którzy mają największe problemy z językiem polskim. Niestety teza, że mięśnie zjadają mózg okazuje się przynajmniej w pewnym stopniu prawdziwa. Gdy włączymy wiadomości i usłyszymy wypowiedź jakiegoś sportowca, szybko się zorientujemy, że nie wiadomo o co mu chodzi. Nie dość, że dobierają nieodpowiednie słowa, to często po prostu nie rozumieją pytania albo nie potrafią odpowiedzieć i to wcale nie dlatego, że nie znają odpowiedzi. Sportowcy bardzo mocno poświęcają się swojej dyscyplinie. Nie wiemy jak to jest naprawdę. Być może rzeczywiście nie mają czasu na czytanie książek czy gazet oraz rozmawianie z ludźmi, ale nie można dopuścić do stanu, w którym okaże się, że sportowcy stają się analfabetami. Inne kraje nie mają raczej tego problemu. Wydaje się, że tylko w Polsce sport i inteligencja nie mogą iść w parze.